Reportaż Ślubny Paulina & Adrian

Reportaż Ślubny Paulina & Adrian

wybrane
Reportaż Ślubny

Szalony dzień

Ten reportaż ślubny zapamiętam na bardzo długo. Nie tylko ze względu na fajne zdjęcia i zgraną ekipę, ale przede wszystkim na wydarzenia, jakie miały miejsce zarówno przed 15 sierpnia, jak i w dzień ślubu, ale zacznijmy od początku. W czwartek 13 sierpnia w godzinach wieczornych siedziałem przy obróbce materiału z jednego z reportaży. Nic nie zapowiadało, żeby weekend wyglądał inaczej, aż tu nagle wchodzi Paulina i pyta, czy ją kocham. Wydało mi się to podejrzane i ze zmartwionych głosem odpowiedziałem, że tak. I dostałem informację, że w weekend to jadę do Tomaszowa Mazowieckiego, prawie 900 kilometrów drogi.

Jeszcze przed 23 dopięliśmy szczegóły umowy i je podpisaliśmy, i z samego rana w piątek wyruszyliśmy w drogę. A to dopiero był początek. Dlaczego ktoś szukał fotografa na dwa dni przed ślubem? Też zadawałem sobie to pytanie i wówczas dowiedziałem się, że fotograf przewidziany na to wesele zachorował (spokojnie, nie na Covida).

Ceremonia Ślubna: Kościół Rzymskokatolicki pw. Świętego Ojca Pio w Czerniewicach
Wesele: Dom Weselny Roland w Tomaszowie Mazowieckim

To nie wszystkie atrakcje, jakie na mnie czekały. Zajechałem na miejsce reportażu. Przygotowania Adriana przebiegły bez większych zakłóceń. Nawet brama była udana, bardzo ciekawa i oryginalna. Taka skrojona na Covidowe czasu.

Następnie udałem się na przygotowania Pauliny i tutaj zaczyna się historia, jakiej jeszcze nie miałem. Podczas drogi musiałem wyprzedzić kilka samochodów. W trakcie jednego z takich manewrów podczas zjeżdżania na prawy pas na coś najechałem. Możliwe, że był to krawężnik lub jakiś większy kamień. Poczułem uderzenie w nogach, ale że już byłem spóźniony, to nie mogłem pozwolić sobie na zatrzymanie się i sprawdzenie, czy coś się stało z autem.

I to był błąd. Po wjechaniu na ekspresówkę samochód nagle zaczął dziwnie jechać. Znosiło go, coś zaczęło stukać w przednim kole, wtedy nie wiedziałem jeszcze w którym. Stukanie było coraz głośniejsze i wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie przebiłem oponę. Zatrzymałem się na pasie awaryjnym, wysiadłem i zajrzałem do przednich opon. Prawa wyglądała jak po spotkaniu z policyjną kolczatką. Można powiedzieć, że ostatnie metry jechałem już na feldze. I co teraz?

Dzwonię do panny młodej z informacją, że trudno będzie mi dotrzeć na miejsce. W jej głosie usłyszałem lekkie załamanie, jeden fotograf chory, drugi rozkraczył się na ekspresówce. Lepiej być nie mogło. Zadzwoniłem w pośpiechu po pomoc drogową, która asystowała mi w zjeździe na oddaloną o pół kilometra stację benzynową. Tam zacząłem dzwonić do serwisów opon, ale mieliśmy 15 sierpnia, sobota i w dodatku święto. Ostatecznie z pomocą obsługi stacji udało się mi znaleźć czynny serwis opon, ale nikt takiej usługi nie robi na miejscu i to na teraz. Auto musiałem zostawić na stacji, a sam po kilku telefonach dotrzeć do Pauliny wraz z rodzicami pana młodego.

Zapomniałbym dodać, że w całej tej historii zabrakło koła zapasowego. No zabrakło, bo go nie posiadam. Mam za to zestaw naprawczy, który jak się domyślacie w przypadku gdy opona wygląda jak ser szwajcarski, nie zda egzaminu. Na szczęście od tego momentu wszystko już szło, tak jak powinno. Przygotowania udało nam się skończyć o czasie, a nawet błogosławieństwo zrobiliśmy.

Ceremonia 

Po tylu wrażeniach w końcu mogliśmy udać się do kościoła, gdzie już bez żadnych niespodzianek Paulina z Adrianem przyrzekli sobie wzajemną miłość.

Ja sam podczas ceremonii co chwilę sprawdzałem, czy auto zostało odebrane już przez serwis. Ostatecznie pod koniec otrzymałem informację, że auto jest już pod opieką i wtedy mogłem odetchnąć z ulgą.

Zabawmy się!

Po wielu stresujących chwilach i to nie tylko dla młodej pary, ale także dla mnie, mogliśmy udać się na wesele. Tutaj już nic nie zakłóciło wyśmienitej zabawie. Panna młoda była torpedowana tańcem i obrotami, podczas gdy pan młody nie miał wcale lepiej. Zgrana paczka ludzi dała ostro czadu na parkiecie i poza nim.

Można odetchnąć

I tak dotarliśmy do końca tej zwariowanej historii. Ten dzień zapamiętam na długo. Jak widać, ostatecznie tej parze były pisane piękne zdjęcia, mimo że los jakby chciał czegoś innego. Miło było mi was poznać, to było fajne przeżycie.

You can enable/disable right clicking from Theme Options and customize this message too.